Blog

Manualnie#1 - Powrót Meyer Optik Görlitz i recenzja Trioplana 50 mm f/2.8

W życiu każdego fotografa zdarzają się chwile, kiedy zaczyna szukać czegoś nowego, czegoś wyjątkowego, czegoś, co pozwoli nieco zmienić styl jego pracy i jej efekty. Tak po prostu, dla odmiany, żeby poeksperymentować. Kiedy nachodzą mnie takie refleksje, sięgam po obiektywy manualne. Pozwalają mi one całkowicie zmienić podejście do portretu, zwolnić nieco i wrzucić "na luz".

Manualnie, czyli jak?

Obiektywy manualne pozbawione są elektroniki, w związku z czym (jak sama nazwa wskazuje) ostrość, czy wartość przysłony musimy ustawić manualnie. Jasnym jest, że generuje to pewne ograniczenia, ale manualne szkła dają coś w zamian. Z pewnością nie sprawdzą się podczas dynamicznych ujęć np. podczas reportażu ślubnego, ale warto sięgnąć po nie w bardziej statycznych ujęciach. Jeśli zwykle fotografujecie obiektywami z autofokusem, przestawienie się na manualne ostrzenie może sprawiać nieco problemów. W portrecie, kiedy zależy nam na płytkiej głębi ostrości mamy niewielki margines błędu i trzeba liczyć się z tym, że na początku swojej przygody z manualnymi szkłami część zdjęć po prostu nie będzie trafiona.

Postanowiłam stworzyć dla was serię, w której będę testować manualne obiektywy – nowe, stare, tanie i te droższe – i dzielić się efektami.
A wszystko zaczyna się od Trioplana.

 

 

Meyer Optik Görlitz - marka o ogromnej woli przetrwania


Historia firmy Meyer Optik Görlitz jest długa i dość zawiła. Założona w 1896 prze Hugo Meyera firma w latach trzydziestych XX w sprzedawała setki tysięcy obiektywów. Prawdziwą sławę zyskała jednak po wojnie, kiedy to produkowała głównie tryplety Trioplan. Tryplet to obiektyw, którego konstrukcja opiera się na 3 grupach soczewek, co pozwoliło w tamtych czasach wyeliminować w znacznym stopniu błędy optyczne, takie jak aberracja, koma czy astygmatyzm.

Firma w późniejszych latach została wcielona do kolektywu Zeiss – Pentacon i obiektywy przestały być sygnowane nazwiskiem Meyera. Był to początek końca tej firmy. W 1990 podjęła próbę odizolowania się od Zeissa, ale niestety odłączona firma pod nazwą Feinoptische Werk Görlizt szybko zbankrutowała.

Stare Trioplany od Meyera zaczęły ponownie cieszyć się dużym zainteresowaniem z początkiem lat dwutysięcznych, kiedy fotografia cyfrowa na dobre rozsiadła się na miejscu tradycyjnej. Okazało się bowiem, że Trioplany Meyera podpięte do bezlusterkowców zapewniają wyjątkowy, bąbelkowy bokeh, który stał się znakiem rozpoznawczym tych szkieł.

Zachęcona szybującymi w górę cenami starych Trioplanów spółka Net SE podjęła próbę reanimacji marki Meyer Optik. Choć rokowania były dobre, a zainteresowanie spore, przez złe zarządzanie finansami i nieprzemyślaną politykę firma szybko ogłosiła bankructwo zostawiając za sobą spory niesmak. Firma Net SE opierała finansowanie produkcji na zbiórkach społecznościowych w serwisie Kickstarter. Pojawiało się coraz więcej projektów aż w końcu ówczesny właściciel marki Meyer Optik nie był w stanie dotrzymać terminów i zaczęły się jego problemy z płynnością, a bieżąca produkcja była finansowana ze środków wpłacanych na kolejne produkty. Ostatecznie firma stoczyła się po równi pochyłej i ogłosiła bankructwo w 2018 roku, a setki tysięcy dolarów wpłacone przez fotografów zainteresowanych nowymi projektami przepadły.

Meyer Optik, jako marka, ma najwyraźniej jakąś dziwnie silną wolę walki, bowiem po kolejnym upadku znów się podnosi. Zainteresowała się nią firma OPC Optics, wykupiła wszelkie do niej prawa i ogłosiła, że poważnie podejdą do sprawy, a sprzedaż obiektywów odbywa się wyłącznie w tradycyjny sposób – bez prowadzenia przedsprzedaży, czy zbiórek.

Obecnie w ich ofercie znajdziemy 5 pozycji z różnymi mocowaniami:


To nowe, przeprojektowane wersje znanych \ dawnych lat obiektywów. Jeden z nich trafił w moje ręce – Trioplan 50 mm f/2.8.

Jak sprawdza się Meyer Optik Görlitz Trioplan 50 mm f/2.8?

Po tym przydługim nieco wstępie przejdźmy do sedna. Nowa wersja została przeprojektowana w porównaniu z oryginalnym modelem Trioplan 50 mm f/2,9. Producent chwali się, że poprawiona została jakość obrazu – zwłaszcza ostrość w centrum kadru oraz zwiększony maksymalny otwór przysłony z f/2,9 do f/2,8 – niewiele, ale zawsze coś.

Solidna metalowa konstrukcja

W pierwszym kontakcie obiektyw robi wrażenie solidnego i świetnie wykonanego. Pierścień ostrości chodzi z przyjemnym oporem. Opór w pierścieniu od przysłony jest jeszcze większy i nie przekręca się on skokowo, a płynnie, co jest istotną informacją zwłaszcza dla osób filmujących. Po zdjęciu dekielka widzimy mocno wysuniętą do tyłu przednią soczewkę – prowadzi do niej długi tunel z tubusu obiektywu. Dlaczego tak? Nie mam pojęcia. Ale na pewno nie będzie potrzebna dodatkowa osłona przeciwsłoneczna, chociaż nie miałabym pewności ze stosowaniem filtrów w takiej odległości od soczewki. Obiektyw co prawda posiada gwint o średnicy 52 mm, więc fizycznie filtr da się założyć, ale jak to wypada w praktyce – nie sprawdzałam. Taka konstrukcja ma tez jeszcze jedną wadę – z rowkowanej matowej powierzchni wewnątrz obiektywu trudno wydobyć wszystkie pyłki, które tam wpadają, a samo czyszczenie soczewki wymaga wkładania paluchów do środka, chociaż zdecydowanie trudniej tymi samymi paluchami zostawić ślady na soczewce.

 

 

Nieujarzmiony przy maksymalnym otworze przysłony

Czas na najważniejsze – jaki obrazek daje nowy Trioplan? Czy bańkowy bokeh został zachowany i faktycznie robi efekt "wow"? Obiektyw z mocowaniem EF za pomocą adaptera zapięłam do swojego Canona EOS R i zaczęłam testy. Chwilę zajęło zanim przestawiłam się z moich autofokusowych nawyków na obiektyw manualny. Na początek niezawodna modelka – na Lunie testuję chyba wszystkie obiektywy. Przyznam, że "upolowanie kota" obiektywem manualnym z maksymalnie otwartą przysłoną nie należy do najłatwiejszych - chyba, że kot śpi. Tym razem nie spał, ale udało się. To, co widać od razu, to świetne kolory. Dobrze odwzorowane i przyjemnie nasycone – zwłaszcza zielenie. Bardzo fajne Meyer!

 

 

Jeszcze kilka testowych zdjęć. Przysłona 2,8 nie zaskakuje ostrością. Można było się spodziewać, że przy maksymalnym otworze, ten obiektyw nie będzie idealny optycznie. Nie spodziewałam się jednak, że Trioplan na 2,8 jest tak szalony i absolutnie nieprzewidywany. W krótkim wstępnym testowaniu udało mi się ustalić, że na 2,8 Trioplan jest po prostu niegrzeczny, ale wystarczy minimalnie przesunąć pierścień przysłony i nagle staje się poprawy i ujarzmiony, a jak dodamy do tego jeszcze pracę pod światło, to już w ogóle dzieje się jakaś magia.

 

Ustalmy więc – po przymknięciu przysłony do wartości jakkolwiek mniejszej od f/2,8 Trioplan 50 f/2.8 II jest bardzo poprawnym, porządnym obiektywem, który daje całkiem ładny obrazek. Zobaczcie na dwa zdjęcia poniżej. Wykonałam je jedno po drugim, na pierwszym przysłona jest maksymalnie otwarta, na drugim delikatnie przesunęłam pierścień, żeby ją domknąć - pewnie do wartości około f/3. Patrząc na zjawy na pierwszym zdjęciu, wracają mi wspomnienia z zabaw z cyfrową fotografią otworkową, wtedy na zdjęciach pojawiały mi się często podobne flary. Ta kolosalna różnica w charakterze tych dwóch zdjęć zrobiła na mnie duże wrażenie i Trioplan zaintrygował mnie jeszcze bardziej.

 

 

 

Kultowy, bąbelkowy, zakręcony bokeh nadaje charakter zdjęciom

Podczas krótkiej zabawy w domu zaobserwowałam 3 cechy, na które warto zwrócić uwagę: ostrość tylko w centrum kadru, zakręcone rozmycie na bliższych nieostrościach, oraz słynny bąbelkowy bokeh. Żeby je wam pokazać, zabrałam Trioplana na jesienny spacer z Natalką. Schodzące coraz niżej słońce, drzewa przyozdobione liśćmi w jesiennych barwach i piękna dziewczyna do portretowania – nie można wyobrazić sobie lepszych warunków do sprawdzenia tego typu obiektywu w praktyce. No to do dzieła: przysłona 2.8, chwila na ustawienie ostrości, uśmiech i cyk. Jest zakręcony, jest bąbelkowy, jest... szalony. Przyznam szczerze, że przeglądając kadry z tej krótkiej sesji po chwili miałam wątpliwości, czy te zdjęcia w ogóle są ostre. To rozmycie jest tak zwariowane, że moje oczy wariują razem z nim.

 

bąbelkowy bokeh
Fot. Tutenhoman Mod. Natalia Okłót

 

Meyer Optik bardzo przyłożył się to tego, żeby nie zatracić charakteru dawnych Trioplanów. Z pewnością obrazek, jaki daje ten manualny obiektyw, jest wyjątkowy i bardzo charakterystyczny. I o ile ja nie jestem w stu procentach przekonana do tak "agresywnego" rozmycia, to wiem, że taki obrazek wielu osobom przypadnie do gustu.

 


Fot. Tutenhoman Mod. Natalia Okłót

 

To, co mi podoba się w Trioplanie najbardziej, to kolory. Przyjemne, pastelowe kolory skóry, i jednocześnie nasycone, wyraziste zielenie, żółcie i czerwienie – idealne w przypadku portretu. Natomiast to, co najbardziej mnie drażni, to konieczność centralnego kadrowania. Chcąc zachować wyjątkowość Trioplana, nie ma mowy o umieszczaniu tematu zdjęcia bliżej brzegu kadru, jeśli ma być ostry – musi być w środku. Brzegi kadru, bez względu na to, czy znajdują się w płaszczyźnie ostrości, czy nie - zawsze są rozmyte w tym jakby wirującym obrazie.

 

Słynny swirly bokeh w Trioplanie
Fot. Tutenhoman Mod. Natalia Okłót

 

Obiektywy Meyer Optik z pewnością nie są obiektywami dla każdego. Trzeba zaznaczyć, że jak na manualne szkła, są drogie. Obrazek z nich natomiast jest bardzo charakterystyczny. Firma OPC Optics podjęła się bardzo trudnego i ryzykownego zadania, do którego przyłożyła się naprawdę solidnie. Misja, jaką sobie założyli została spełniona. Stworzyli obiektywy, które wyróżniają się z tłumu. Trioplan 50 mm mf/2.8 jest obiektywem wartym uwagi i jeśli szukasz szkła, które będzie jednocześnie środkiem wyrazu i pozwoli ci zdefiniować lub podkreślić swój styl w fotografii - może być strzałem w dziesiątkę.

 

Portret wykonany Trioplanem 50 mm
Fot. Tutenhoman Mod. Natalia Okłót

 

zobacz pozostałe wpisy

Zostaw komentarz

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium