Blog

Uwolnij kreatywność z lampami Profoto A1 [test]

Produkty Profoto, jak sama nazwa wskazuje, to profesjonalny sprzęt stworzony z myślą o fotografach. Założeniem tej marki jest ułatwienie nam pracy tak bardzo, jak to tylko możliwe. Po prostu: nie komplikowanie. To jest założenie, które do mnie przemawia. Jeśli mogę zrobić coś łatwiej, bez stresu i przyjemniej to dlaczego mam z tego nie skorzystać?

Wybierając lampy do pracy miałam na uwadze fakt, że za trzy literki „Pro” przed foto, przyjdzie mi zapłacić więcej. Doszłam jednak do wniosku, że jeśli sama chcę być pro, to nie warto stosować półśrodków. Choć sama wybrałam lampy B2 – małe, lekkie, mobilne, ale zarazem studyjne, to dziś postanowiłam skupić się na jeszcze mniejszym produkcie tej szwedzkiej marki – Profoto A1.

Profoto A1 Air TTL - lampa studyjno-reporterska

A1 i jej nowsza, udoskonalona wersja – A1X - zamknięte zostały w obudowie lampy reporterskiej. Mogą one być używane bezpośrednio ze stopki aparatu – jak typowy speedlight. Dzięki okrągłej głowicy lampa daje miękkie, naturalne światło. Jednak jej prawdziwe możliwości możemy odkryć ustawiając ją w dowolnym miejscu i wyzwalając za pomocą jednego z dwóch dostępnych wyzwalaczy Profoto: Air Remote lub Connect. Muszę przyznać, że wyzwalacz to największa bolączka systemu Profoto. Bo o ile jest absolutnie niezawodny i banalnie prosty w obsłudze, to jego cena jest trudna do przełknięcia. Ta tańsza wersja, uproszczona i malutka – Connect to wydatek ponad 1000 zł, polecam od razu jednak wyposażyć się w Air Remote, przełknąć jego cenę i szybko o niej zapomnieć. To jednorazowy wydatek, a wyzwalacz z pewnością posłuży bardzo długo.

Przejdźmy jednak do A1. Lampa, zgodnie z misją Profoto jest łatwa w użyciu. Czytelny interfejs wyświetlany na dużym ekranie, minimalna liczba przycisków i wygodne pokrętło sprawia, że praca z lampą nawet w trybie manualnym jest bardzo wygodna. Sprzęt ten został jednak stworzony specjalnie po to, żeby pracować jak najprościej – czyli w trybie TTL. Bo czy może być wygodniejszy sposób fotografowania niż, po prostu kadrowanie i robienie zdjęć?

Profoto A1 Air TTL w plenerze

Fot. Patryk Pałka

Zabawa światłem nie może być wygodniejsza - magnetyczny system modyfikatorów

Niepodważalną zaletą lampy Profoto A1 jest system magnetycznych modyfikatorów. W fabrycznym zestawie znajdziecie, takie akcesoria, jak: kopuła dyfuzyjna, dyfuzja szerokokątna oraz karta odbłyskowa. Wszystkie trzy mocujemy na lampie za pomocą magnesu – szybko i łatwo.

Opcjonalnie możemy dokupić zestaw gridów o dwóch gęstościach 10° i 20°, korekcyjne lub kolorowe filtry żelowe lub odbłyśnik Soft Bounce. Wszystkie modyfikatory mocujemy na lampie w ten sam prosty sposób i możemy nakładać jeden na drugi. Wyjątkiem jest Soft Bounce, który powinien zawsze być mocowany bezpośrednio na lampie – w innym wypadku może nie trzymać się dobrze. Te niewielkie dodatki sprawiają, że Profoto A1 jest niezwykle wszechstronnym urządzeniem, które pozwala uwolnić kreatywność, jednocześnie nie ograniczając skomplikowaną obsługą.

Magnetyczne modyfikatory do Profoto A1

Zestaw magnetycznych modyfikatorów do Profoto A1

Jedyne czego mi brakuje w Profoto A1 to uszczelnienia przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Podczas reportażu, czy plenerowych sesji zdjęciowych nie mamy wpływu na to, jakie warunki panują za zewnątrz, a „robota” musi zostać wykonana. I o ile sesje zdjęciową można przesunąć, czy nawet przeczekać deszcz, to podczas reportażu nie mamy takiej możliwości. Sama często pracuję na uszczelnianych zestawach i wiem, że jest to bardzo duże udogodnienie, kiedy nie muszę się martwić, że drobny deszczyk zmoczy mi sprzęt. Ale jak zwykło się mawiać: nie można mieć wszystkiego.

Profoto A1 Air TTL w praktyce

Dość jednak teorii, sprawdźmy, jak lampa sprawdza się w praktyce. Mamy lato, czas kiedy dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu, a A1 to idealna lampa do sesji w plenerze. Łatwo ją ze sobą zabrać, bo przecież nie mierzy i nie waży dużo. Nie trzeba nosić ze sobą wielkich modyfikatorów, dużej lampy, ciężkich akumulatorów. Czy taki kompromis jest dalej pro? Czy mała, reporterska lampa pozwoli uzyskać plastyczne, przyjemne światło w fotografii portretowej? Czy sprawdzi się lepiej niż „pełnowymiarowa” lampa z akumulatorem? Zobaczmy.

W dniu, w którym zabrałam Profoto A1 na testową sesję, pogoda pozornie nie dopisywała. Pozornie, bo na padający deszcz miałam pomysł, w którego realizacji lampy reporterskie spisują się idealnie. Zanim jednak deszcz zmoczył pozującą mi w tym dniu Kasię, chciałam sprawdzić czy Profoto A1 nadaje się do fotografowania bezpośrednio z aparatu.

Bez wyzwalacza? Lampa na aparat i do dzieła!

Światło ze speedligtów zamocowanych na gorącej stopce często jest płaskie, ostre i po prostu nieatrakcyjne. Trzeba przyznać, że Profoto A1 sprawdza się w tej roli o niebo lepiej, niż klasyczne lampy reporterskie z prostokątną głowicą. Oczywiście cienie na twarzy są wyraźne, ale dość miękkie, do zaakceptowania nawet bez żadnego modyfikatora. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby skorzystać z dyfuzora, albo odbłyśnika – przecież otrzymujemy go w zestawie. W zasadzie kopułkę dyfuzyjną ściągałam z lampy tylko po to, żeby założyć Soft bounce. To zdecydowanie mój ulubiony modyfikator do A1. Materiałowy odbłyśnik daje naprawdę przyjemne, rozproszone, ale jednocześnie kontrastowe światło. Może nie jest to wymarzone światło do portretu, ale podczas reportażu sprawdzi się doskonale.

Zdjęcie wykonane z lampą na stopce aparatu
Zdjęcie wykonane z lampą zamocowaną na sankach aparatu z modyfikatorem Soft-bounce

A może z wyzwalaczem? Postaw lampę na statywie i ciesz się większymi możliwościami!

Prawdziwy urok tej lampy poznamy jednak, kiedy zdejmiemy ją z aparatu i postawimy na statywie. Doświetlając modelkę lekko od boku i od góry uzyskamy bardzo naturalne, delikatne światło. A kiedy do puli dorzucimy drugą lampę zaczyna się prawdziwa zabawa.

Zdjęcie z lampą postawioną na statywie
Zdjęcie z lampą postawioną na statywie z lewej strony modelki.

Mając do dyspozycji dwie lampy, dyfuzor softbounce, komplet modyfikatorów z zestawu i kolorowe filtry żelowe można tworzyć cuda. Z zapiętym na aparacie wyzwalaczem Air Remote, pracując w trybie TTL fotografowanie jest naprawdę proste. Ale uwaga! Pracując Canonem w dobrze oświetlonych miejscach należy pamiętać żeby włączyć tryb Hi-S, a z Nikonem funkcję Auto FP, żeby synchronizować błysk z krótszymi niż 1/200 s. czasami migawki. W innym przypadku może się okazać, że zdjęcia będą przepalone.

Możliwości kreatywnego wykorzystania dwóch lamp Profoto A1 jest naprawdę wiele. Ponieważ lampy są małe i lekkie możemy je przestawiać w nieskończoność i ciągle próbować czegoś nowego. Żeby ożywić nieco zdjęcia na trybunach, sięgnęłam po kolorowe filtry i łącząc dwa kolory uzyskałam ciepły pomarańcz, na który nałożyłam jeszcze kopułę dyfuzyjną. Z drugiej strony oświetliłam modelkę lampą z soft-bouncem. Na dworze padał deszcz, aby uzyskać zupełnie inny klimat zdjęć postawiłam na niebieski filtr i podświetlenie kropel wody od tyłu.

Wykorzystałam filtry zelowe żeby dodać charakteru zdjęciuPodświetlony od tyłu deszcz stał się bardziej widoczny
Fot. Tutenhoman

To właśnie takie ustawienie lamp miałam w głowie od samego początku. Jak już wspominałam lampy nie są uszczelniane więc miałam małe obawy, żeby wystawiać je na deszcz, ale na szczęście nie są bardzo wrażliwe na zachlapania i pomimo kilkudziesięciu minut pracy w niezbyt suchych warunkach nic im się nie stało. Deszcz jednak nie padał szczególnie mocno i przypuszczam, że podczas ulewy szybko schowałabym je w bezpieczniejsze miejsce pod dachem.

Profoto A1 pozwala tworzyć kteatywne ujęcia
Fot. Tutenhoman / Mod.: Katerina Bolotna

Żeby wykonać powyższe zdjęcie ustawiłam jedną lampę z Soft - bounce'm od przodu nieco po prawej stronie, a drugą, z kolorowymi filtrami z zestawu kreatywnego Clic Gel (różowy i żółty) i kopułką dyfuzyjną ustawiłam w kontrze do niej, nieco na lewo od modelki. Tak, jak widać to na poniższych zdjęciach:

Backstage - lampa głóna z modyfikatorem Soft Bounce

Backstage - lampa w kontrze z filtrem żelowym i kopułą dyfuzyjną

Sesja z dwoma lampami Profoto A1 sprawiła mi dużo frajdy. Od początku nastawiłam się na luźne zdjęcia dla przyjemności i nie zawiodłam się. Nie miałam absolutnie żadnych problemów z działaniem lamp (poza rozładowaną baterią w wyzwalaczu Air Remote, ale to moja wina, bo nie wymieniałam jej od nowości). Nawet prosty wyzwalacz Connect pozytywnie mnie zaskoczył, chociaż nie jestem zwolenniczką tego rozwiązania, bo lubię mieć możliwość sterowania lampami z poziomu wyzwalacza. Sporą wadą Connecta jest fakt, że współpracuje on jedynie z iPhonami i to od 7 w górę – to mała dyskryminacja użytkowników innych smartfonów.

Pomarańczowe zza modelki podkreśla klimat ulicznych swiateł
Fot. Tutenhoman / Mod.: Katerina Bolotna

drobne krople deszczu świetnie wyglądają podświetlone lampą błyskową
Fot. Tutenhoman / Mod.: Katerina Bolotna

Jeszcze kilka słów o baterii. Na sesję zabrałam ze sobą jeden dodatkowy akumulator, tak na wszelki wypadek. Nie wyjęłam go nawet z plecaka. Sądząc po liczbie zrobionych zdjęć, lampy błysnęły około 500 razy, z różną mocą. Czasem włączałam również światło modelujące, które jest kolejnym dużym plusem A1 - zwykle lamy typu speedlight nie mają tak zwanego pilota. W każdej A1 zostało mi około pół baterii, a tego się nie spodziewałam. Obstawiałam raczej, że z prądem będzie krucho.

Podczas jednego wieczoru, z jedną modelką i dwiema stylizacjami udało mi się zrobić zdjęcia w różnym klimacie. Wszystko to za sprawą Profoto A1 i odrobiny kreatywności. Oczywiście mogłabym zrobić podobne zdjęcia z zastosowaniem innych lamp, niekoniecznie Profoto, ale na pewno kosztowałby mnie to więcej pracy, było trudniejsze i nie sprawiło tyle przyjemności. Nie wiem też, czy nie skończyłoby się uszkodzeniem sprzętu przez deszcz. Lampy Profoto są naprawdę solidnie wykonane, a woda nie miała za bardzo jak przedostać się do wrażliwych elementów lampy.

Zmiana koloru filtra pozwala zmienić klimat zdjęcia
Fot. Tutenhoman / Mod.: Katerina Bolotna
Błysk pozwala zamrozić ruch nawet po zmroku
Fot. Tutenhoman / Mod.: Katerina Bolotna

Trzy akumulatory do jednej lampy, żeby nigdy nie zabrakło ci mocy

Cena profoto A1 to w tej chwili 2,5 tys złotych. Jeszcze przez chwilę, do wyczerpania zapasów w zestawie otrzymamy nie jeden, a trzy akumulatory, które zapewnią nam długie godziny pracy. Jeśli jesteś fotografem ślubnym, a jeszcze nie masz Profoto, ta oferta powinna Cię zainteresować. Bez problemu możesz oblecieć całe wesele za pomocą jednej lampy. Akumulatory ładują się bardzo szybko, dzięki czemu nie zdążysz zużyć jednego, a w tym czasie naładujesz wcześniej rozładowany. W ten sposób, przy odrobinie organizacji pracy, nigdy nie zabraknie Ci prądu na sali weselnej: jeden akumulator w lampie, jeden w kieszeni, jeden w ładowarce. Jeśli wolisz pracować na dwie lampy, postaw je na statywach na sali weselnej, steruj i wyzwalaj za pomocą Air Remote – zasięgu na pewno Ci nie zabraknie, nawet jeśli sala weselna jest wielkości boiska piłkarskiego – wyzwalacz ma 300 metrów zasięgu.

Profoto A1 z pewnością nie zastąpi mi lampy studyjnej i nie zapewni takich samych możliwości. Jej małe rozmiary są jednocześnie wadą i zaletą. Pamiętać należy jednak, że sprzęt fotograficzny to narzędzie, które dobrze jest używać zgodnie z przeznaczeniem. Moim zdaniem przeznaczeniem Profoto A1 jest reportaż i kreatywna fotografia w plenerze. Nie kupiłabym jej zamiast lamp studyjnych, ale jako uzupełnienie – lampy do zadań specjalnych - jak najbardziej tak. Z czystym sumieniem mogę również polecić A1 osobom, które chcą zacząć swoją przygodę z błyskaniem i od razu zaczynać z wysokiego progu.

Jeśli też chcecie pobawić się tymi lampami, możecie je przetestować korzystając z naszej wypożyczalni. Uprzedzam jednak, że po przetestowaniu, na pewno zechcecie je kupić.

 

 

Zostaw komentarz

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium